Kto za buty warte 100 zł zapłaci 100 dolarów? Każdy. Jeśli się je odpowiednio opakuje

Autor |2019-03-07T10:55:33+00:007 marca 2019|Wydawaj|0 komentarzy

Dobra jakość i wysoka cena – to dwa podstawowe wyróżniki marki premium. Jednak nie zawsze idą ze sobą w parze. Nie rozumiesz? To może znaczyć, że przepłacasz.

Według badania Nielsena zaledwie 31% badanych na całym świecie wrzuca dany produkt do kategorii premium tylko dlatego, że jest drogi. 54% uważa, że produkt premium musi cechować się przede wszystkim wysoką jakością. No i słusznie – powiecie, wszystko w porządku. Otóż nie do końca. Problem jest taki, że jakości większości produktów nie jesteśmy w stanie ocenić przed zakupem. Siłą rzeczy musimy więc polegać na opiniach internautów, reklamach, opakowaniu, logo, wyglądzie albo renomie sklepu, słowem – pierwszym wrażeniu. A wrażenia mogą być mylne.

Czy za dużą kasę można kupić kiepski produkt?

Zdecydowanie! Moglibyśmy tu wymieniać wiele przykładów, ale po co, skoro w zupełności wystarczy nam jeden – za to spektakularny. Kojarzycie firmę Payless? No, właśnie. Ludzie, którzy dali się wciągnąć w jej eksperyment, też nie kojarzyli. Ta sieć sklepów z niedrogimi butami postanowiła sprawdzić, ile jesteśmy w stanie zapłacić za obietnicę luksusu. Stworzyła fikcyjny butik Palessi, w którym wystawiła swój własny niskobudżetowy asortyment w wersji na bogato. Na wielkie otwarcie zaprosiła influencerów i dziennikarzy. Fashioniści rzucali się na buty warte ok. 30 dolarów i płacili za nie nawet 600 dolarów, czyli 20 razy więcej!

.

Akcja szybko stała się viralem, a klienci nie mogli uwierzyć, że padli ofiarą żartu marki. Payless oczywiście zwróciło im pieniądze i pozwoliło zatrzymać buty. Ciekawe, czy je teraz noszą?

Czy można kupić dobry produkt za niewielką kasę?

Tak! Ale takie polowania są jeszcze trudniejsze od tego, żeby się nie dać nabić w butelkę 😊 Najczęściej bywa tak, że perełki w danej kategorii cenowej możemy odkryć tylko wtedy, gdy sami jesteśmy specjalistami albo mamy znajomych specjalistów. Wyjątkiem jest żywność, kosmetyki i ciuchy – te możemy testować i testować bez większych konsekwencji.

Może się okazać, że produkt, który odkryjemy, niedługo potem zupełnie niespodziewanie dostanie nagrodę na międzynarodowym evencie. Wyobrażacie sobie taką satysfakcję? A podobne przypadki już się zdarzały. W lutym tego roku głośno było o whisky z Lidla, która zdeklasowała dwa razy droższą konkurencję w prestiżowym „World Whiskies Awards”. Wygrała m.in. z Johnnym Walkerem Black Label. Musimy dodawać, że Johnny Walker kosztuje 120 zł, a Queen Margot – 37 zł? Pewnie nie musimy, ale dodamy.

To nie jedyny produkt rodem z Lidla, który zrobił furorę. W badaniu kremów na zmarszczki, które parę lat temu przeprowadziła Hiszpańska Organizacja Konsumentów i Użytkowników (OCU), też wygrał krem z Lidla – Cien Crema de Dia Q10. Zdobył 64 punkty na 100 możliwych. Trzeba przy tym zauważyć, że w badaniu OCU wzięło udział blisko 1000 kobiet, a nie – jak to bywa w przypadku badań własnych producentów – 14. A teraz lepiej usiądźcie, bo najwyższa pora zdradzić, ile kosztuje zwycięski krem. Cena specyfiku to całe… 9 zł.

Znacie więcej takich zakupowych twistów? Jeśli tak, to koniecznie podzielcie się nimi w komentarzach!

O autorze:

W Cashapowo ogarnia teksty cudze i pisze własne. Zawsze szuka inspiracji, więc jeśli masz fajny temat i chciałbyś, żeby został poruszony na blogu – pisz śmiało!

Zostaw komentarz